Spakowałam się.
Przeglądam torby, czy tam wszystko jest. Chyba tak. Do wyjazdu jeszcze dwa dni,
a ja już jestem gotowa. Snuję się po apartamencie i nie wiem, co mam ze sobą
zrobić. Podchodzę do komputera i dotykam delikatnie klawiatury. Chciałabym do
niego napisać, ale nie potrafię. Jestem pusta. Czuję się tak, jakbym miała
ponad trzydzieści lat, a nie zaledwie osiemnaście.

Przeglądam się w
dużym lustrze na korytarzu. Nie widzę tam zmaltretowanej trzydziestki, tylko
piękną, bladą dziewczynę- to ja. Mam długie brązowe włosy i niebieskie oczy.
Tak niebieskie, jak barwa oceanu. Dotykam twarzy opuszkami palców, kawałek po
kawałeczku. Chcę mieć pewność, że jednak jestem młoda. Dzięki Bogu! Ale co z
tego? Znów podchodzę do komputera. Patrzę na migające na monitorze zygzaki. To
wygaszacz. Zastanawiam się jeszcze raz, poruszam delikatnie myszką i moim oczom
ukazuje się pulpit na którym widniało zdjęcie. Przedstawiało one moich znajomych
z którymi niedługo się zobaczę. Louis mój najlepszy przyjaciel jak zwykle
strzelił jakąś śmieszną minę, Harry który zawsze mi się podobał dotykał
koniuszkiem swojego języka mój policzek, Niall po prostu ukląkł, Liam stał obok
mnie z poważną miną… a ja? Byłam szczęśliwa. Jedynym minusem było to że Zayn
nie mógł być na tym zdjęciu ale z pewnością dobrze się bawił na wakacyjnej
imprezie w Afryce. Wyjechali bowiem na wakacje, gdzieś gdzie mogą pić
codziennie. Doskonale pamiętam dlaczego zrobiliśmy tą fotkę. Było to ostatnie
zdjęcie przed moim wyjazdem w Góry. Wyjechałam do Francji po śmierci mojej
matki. Ojciec się załamał i jak tylko skończyłam osiemnaście lat, zostawił mnie
samą. Przeprowadzka miała być ucieczką od problemów, tymczasem dobiła mnie
jeszcze bardziej. Dlatego wracam po dwóch latach do rodzinnego Miasta Riverside
(California) i boję się że o mnie zapomnieli…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz